sobota, 6 października 2018

In this crazy, crazy world...

No i dawno mnie tu nie było! To na pewno będzie wyjątkowo długi wpis :D
Trochę się działo więc po kolei to co pamiętam zaraz tu opiszę.
Najpierw kwestia Szpitala Uniwersyteckiego, poszłam oczywiście pokręciłam się w niepotrzebnych miejscach, postałam w złej kolejce ale udało mi się trafić w miejsce gdzie powinnam. Skierowanie okazało się być aktualne więc super. Jednakże termin wizyty przypadł mi dopiero na 26-29 listopada. Przy rejestracji całkowicie nieświadomie okazało się, że podałam złe dane jeśli chodzi o ubezpieczenie bo okazuje się, że od kilku miesięcy a konkretnie od dnia moich 26 urodzin!!!!!! chodzę nieubezpieczona! Niestety, a może i stety dowiedziałam się o tym dnia 25 września kiedy poszłam do lekarza po zwolnienie na czas obrony magisterskiej, które notabene okazało mi się niepotrzebne przez wzgląd na obronę w lutym :D. Jednak zacznijmy od tego jak to się odbyło bo był to w sumie jeden z najgorszych dni mojego życia.
23.09.2018r.
Opowieść pozwolę sobie zacząć już tego dnia, gdyż na prośbę mamy pojechałam do rodzinnego domu. Miała przyjechać do nas moja kuzynka, by mama zawiozła ją do Jędrzejowskiego szpitala na tomografię głowy.
24.09.2018r.
Rano wyjechałyśmy na badania. Gdy przyszłyśmy pod rejestrację nikogo nie było, siostra weszła i w sumie dość długo ją tam trzymali - na tyle, że zrobiła się tak długa kolejka (w ciągu dosłownie chwili :D), że jak w końcu wylazła z tego pokoju myślałam, że się popłaczę widząc jej minę ogarniającą co to za tłum :D. W pewnym momencie gdy oczekiwałyśmy aż wezwą ją na badania poszła do łazienki - i tak jest to istotne dla tej opowieści gdyż, w tym momencie starszy super śmierdzący Pan siedzący obok mnie zapytał czy to moja córka!!! CÓRKA!?!?!?!?!?! Przecież jestem tylko 4 lata starsza od niej! :D Pojechał mi do granic możliwości i tłumaczył się, że takie podobne jesteśmy.... No w końcu jej mama i moja to siostry więc może w jakimś stopniu odziedziczyłyśmy urodzę po wspólnych dziadkach chociaż nie wydaje mi się :D. Na szczęście na zdjęciu nic nie miała ale z drugiej strony nadal nie wiadomo dlaczego nagle lekko ogłuchła na jedno ucho.
Po badaniu poszłyśmy do muzeum zegarów słonecznych, które właśnie w Jędrzejowie się znajduje. Pełna nazwa tego miejsca brzmi: Państwowe Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie i szczyci się:


Szczerze polecam zajrzeć gdy się będzie w okolicy i lubi się takie ciekawostki. Samo muzeum nie jest jakieś duże ale Pani, która nas oprowadzała robiła to w sposób bardzo przyjemny :).
Wieczorem gdy odwoziłam kuzynkę na busa, którym miała wrócić do domu złamałam paznokieć i pewnie normalnie bym się tym nie przejęła ale w sobotę miałam iść na wesele - to sprawiło mi smutek bo musiałam paznokcie skrócić na totalne pałki :(.
25.09.2018r.
No i wracamy do tego felernego dnia jakbym był ten wtorek. Najpierw musiałam wstać rano, a trzeba sprawę jasno postawić jestem zagorzałym nocnym marskiej i wstawanie skoro świt i to dwa dni z rzędu sprawia mi wręcz ból! Dlaczego więc tak wstawałam rano? Bo moja matula miała w Sędziszowie jakieś badania o 9.00 więc chcąc iść do lekarza jeszcze tego dnia musiałam się zgodzić jechać na pociąg do Krakowa na 8.20. Gdy jechałyśmy byłyśmy pewne, że jednak nie zdążymy bo za późno z domu wyjechałyśmy ale udało mi się dobiec - konduktor mnie widział więc pewnie przytrzymał maszynistę zanim nie wsiadłam. Wbiegłam więc zdyszana do pociągu bo by dostać się na peron w Sędziszowie trzeba pokonać dość wysokie schody i gdy ja dochodziłam do stanu używalności by móc wykrzesać z siebie chociaż jedno słowo konduktor wszedł do maszynisty. Zostawiłam rzeczy, próbowałam tam zajrzeć ale zawsze żyłam w przekonaniu, że nie wolno tam wchodzić i przeszkadzać więc tego nie zrobiłam, stwierdziłam, że znajdę sobie miejsce i jak będzie szedł sprawdzać bilety to wtedy kupię. Jednak gdy tylko usiadłam nagle mnie oświeciło! Przecież wczoraj byłyśmy w muzeum! wszystkie papierkowe pieniądze oddałam mamie!!! Adrenalina skoczyła niemiłosiernie w końcu jechałam bez pieniędzy! Wiedziałam, że mam jakiś bilon ale byłam pewna, że nie stać mnie na bilet do Krakowa za 11zł! Zaczęłam gorączkowo więc wchodzić na różne odnogi stron gdzie można kupić bilet PKP by kupić bilet np od Miechowa do Krakowa przez neta, a na trasę z Sędziszowa do Miechowa wiedziałam, że powinno mnie być stać. Jednak wszędzie wyskakiwała mi informacja, że połączenie już odjechało!? W ogóle tego wtedy nie rozumiałam bo człowiek w stresie popełnia głupie błędy. Moim było uporczywa chęć kupienia biletu na wcześniejszych pociąg. Teraz mnie to bawi ale nie w tamtym momencie! Szczególnie, że właśnie szedł konduktor sprawdzać bilety... No i wiedziałam, że jest po mnie! Przyszedł kazał pokazać bilet mówię, że nie mam że chcę kupić, wygrzebałam portfel i liczę ile mam. Z portfela wyjęłam 7zł i pytam gdzie dojadę na te 7zł bo okazało się, że pieniędzy nie mam i że próbuję kupić przez aplikacje ale coś nie działa. I że właśnie chcę kupić u niego na część podróży, a kolejną część kupię przez neta. Gościu popatrzył na mnie jak na idiotkę i donośnym głosem tak by wszyscy słyszeli mówi, że jazda bez ważnego biletu to 200zł!! kary i że on mnie widział jak wbiegłam do pociągu i w ogóle bla bla bla. Myślałam, że się popłaczę. Czułam ten wzrok ludzi wokół mnie i jak nagle cicho się zrobiło bo wszyscy podsłuchiwali. No i znowu mu mówię, że chciałam kupić ten bilet że tam zaglądałam do niego ale on siedział u maszynisty i nie chciałam tam wchodzić bo przecież niewolno! Chyba wytrąciłam go wtedy z pantałyku bo zapowietrzył się i mówił, że jak po bilety to wolno! Jasne. Co konduktor to inne zwyczaje. W każdym razie pyta się gdzie chcę dojechać ja mu mówię, że do Krakowa ale nie stać mnie, nie wiem co mnie podkusiło ale zajrzałam do portfela a tam jeszcze 3 zł!!, miałam więc łącznie 10zł ale to nadal za mało na dojazd z Sędziszowa do Krakowa o całą złotówkę. Pewnie gdyby się konduktor nade mną jednak nie zlitował zaczęłabym błagać ludzi w okół by mi dali tą złotówkę. Skończyło się tak, że zapłaciłam 9 zł bo policzył mi jazdę od następnej stacji. Jednakże, to półtorej godziny jazdy sprawiło, że była to najdłuższa droga w moim życiu. Nie ułatwiał mi sprawy fakt, że było mi gorąco ze wstydu jak i za mocno włączone ogrzewanie. W Krakowie wysiadłam ledwo żywa.
Jednak to nie był koniec tego dnia. Niestety. Wracamy do lekarza. Poszłam na umówioną godzinę do przychodni, babeczka w recepcji pyta na głos czy ja to ja, mówię, że tak w miedzy czasie lekarz wychyla się i zdziwiony twierdzi, że myślał, że moje nazwisko to moje imię, a moje imię to nazwisko bo moim nazwiskiem jest imię męskie :D. Podchodzę więc do rejestracji a tam babeczka, że wyskakuje im na czerwono i pyta czy jestem ubezpieczona bo im się pokazuje, że nie. Ja wywalam gały z niedowierzania i mówię, że to niemożliwe. Ale później mi świta. Mam 26 lat - czyli cholera wszystko jest możliwe. Serio! 26 rok życia jest najgorszym w życiu -.-'. Lekarz mnie jednak przyjął (czekam aż przyjdzie mi rachunek za wizytę eh...) proszę go o zwolnienie na ten dzień i kolejny z powodu złego samopoczucia. Wyciąga jakąś śmiesznie wyglądającą książeczkę wypisuje wszystkie dane w ciszy takiej że słychać muchę lecącą... Nagle mówi proszę NIP. Patrzę na niego jakby nagle wyrósł spod ziemi i mówię, że nie mam NIP-u... na to pyta mnie to jak ma mi wypisać L4? ja jeszcze w większym szoku niż wcześniej mówię, że ja to na uczelnie potrzebuję zwolnienie z zajęć... Widać, żeśmy się nie dogadali. Mi jeszcze bardziej robi się głupio, ten dzień jest już i tak wystarczająco zły... Lekarz z wyrzutem wyjaśnił różnicę między zwolnieniem a zaświadczeniem, wypisał go i poszłam chociaż mam nadzieję, że więcej już go nie spotkam...
Po powrocie dzwonię do mamy i pytam co z tym ubezpieczeniem i tu zaczęła się moja przygoda z urzędami, która skończy się dopiero w tym tygodniu...
Mama zadzwoniła do kadr do pracy taty i tam jej powiedzieli, że powinnam iść na uczelnie i ona powinna mnie ubezpieczyć. No nic ten dzień się już kończył więc więcej się nie dało już nic zrobić.
26.09.2018r.
W środę dziekanat jest zamknięty dla uczniów... Ta...
27.09.2018r.
Dzwonię do dziekanatu i próbuję się czegoś dowiedzieć. Dostaję numer pod który mam dzwonić bo to nie ta Babeczka załatwia ubezpieczenia. Dzwonię prawie cały dzień i nikt nie odbiera.
Wieczorem idę się spotkać z kolejną kuzynką bo w sobotę wyjeżdżała na dwa lata do Włoch. Poszłam poplotkowałyśmy, wcisnęła mi kilka rzeczy, odwiozła mnie do domu. Było spoko.
28.09.2018r.
Jak tylko wstałam zadzwoniłam do tej babki i o dziwo odebrała od razu, powiedziała mi jakie mam papiery przynieść więc je wypisałam wydrukowałam i pojechałam na Podchorążych do dziekanatu. Pierwszy zonk remont ulicy w duchu modlę się by zdążyć dotrzeć zanim zamkną dziekanat. Drugi zonk pytam o kilka rzeczy jakie powinnam tam uzupełnić bo nie wiem - niby skąd miałam wiedzieć wcześniej że NFZ zależy od miejsca zameldowania? Takich rzeczy niestety nigdzie się nie uczy. I ostatni 3 zonk najgorszy, uzupełniłam wszystko składam jej papiery, a Ona do mnie, że w sumie to bez sensu bo mnie w Niedziele wykreślają z listy studentów (co w sumie nie było prawdą). Pytam co mam zrobić bo przecież cholera nie mam ubezpieczenia a w sobotę wyjeżdżam na wesele a jak sobie nogę złamię!? Grr no nic wyszłam z kwitkiem. Trzeba było wszystko odłożyć do poniedziałku bo w weekend i tak nic się nie załatwi.
29.09.2018r.
Dzień ślubu Anety, koleżanki ze studiów - trzymałyśmy się przez te 5 lat razem ja, Ana i Aneta.
Prezent dosłownie skończyłam robić i pakować w noc wcześniej. Rano wstałam wyszykowałam się i ruszyłam w drogę do mieszkania Any bo jej teść miał nas zawieźć na miejsce ślubu. Nie mam do niej bezpośredniego dojazdu, tylko muszę się przesiąść na Dobrego Pasterza. Stoję na przystanku, czekam na autobus, dzwoni Ana zapytać czy już jestem w drodze, rozmawiałyśmy dosłownie chwilę,  rozłączyła się, a ja zapomniałam zapytać, które to było piętro bo mam jak zwykle z tym straszny problem. Zadzwoniłam więc i gdy o to zapytałam podszedł typowy moher i drze ryja, że trochę szacunku, że ona już stara, że sobie nie życzy bym rozmawiała przez telefon i inne moherowe dyrdymały, totalnie ją olałam, próbując usłyszeć odpowiedzieć. Jednak w sumie za chwilę zapomniałam co mi Ana odpowiedziała xD. Gdy rozłączyłyśmy się skomentowałam, jakoś tą sytuację, w sumie nie pamiętam dokładnie jak ale coś w stylu, że to ten babsztyl jest niewychowany. Usłyszał to dziadek obok mnie i zaczął swoją tyradę jak młodzi to źli i głupi... Tamten babsztyl wrócił i ciągle na mnie zerkała morderczym wzrokiem, za każdym razem łapałam ten wzrok i bezczelnie się w nią patrzyłam lekceważącym spojrzeniem - niech se nie myśli! a co!. Wkurzają mnie tacy ludzie, nie przeszkadzało jej to jak te stare dziady napieprzają na głos ale jak ja gadałam przez telefon to owszem. Bo przecież do starych się nie przywali, a do młodej toż to sens jej życia!
Starałam się olać tą sytuację by nie denerwować się i nie psuć nastroju przez ślubem i weselem :).
Ślub nie powiem, że nie ale dłużył mi się dość mocno. Jednak życzenia składane Anecie były już całkiem fajne :). Na szczęście też tego dnia pogoda się udała :).
Na miejsce Wesela, które odbywało się w Wieliczce zawiózł nas autobus MPK :D Śmiechowo i to bardzo :D.
Wesele było fajne, ale chodzenie na takie imprezy bez osoby towarzyszącej jest dość dołujące. Jedynymi osobami, z którymi tańczyłam było kilka tańców z Aną i jeden z jej mężem xD. W oczepinach nie brałam udział bo po tych z wesela Anki wystarczy mi do końca życia -.-'.  Z Wesela zabrał nas znowu teść Any więc nie musiałam bujać się nocną komunikacją miejską uff.

Wesele Anety, Wieliczka, Polska 2018
1.10.2018r.
Moja mama w niedziele powiedziała, że przyjedzie do mnie w poniedziałek zameldować mnie w mieszkaniu, które kupiliśmy 5 lat temu bo okazuje się, że żeby zarejestrować się jako bezrobotna by otrzymać to ubezpieczenie muszę iść do urzędu w miejscu zameldowania. Dlatego właśnie trzeba było mnie przemeldować do Krakowa. Z perspektywy czasu żałuję, że wcześniej tego nie zrobiłam.
Trochę żeśmy się nasiedziały w urzędzie - przed nami w kolejce było 65 osób!!! Jednak mogę oficjalnie nazywać się od tego dnia mieszkanką Krakowa! :)
Pojechałyśmy następnie na drugi koniec miasta do Urzędu Pracy po to bym dostała karteczkę z terminem kiedy mam przyjść - czyli 9.10. Eh co to za terminy!?
Tak więc dalej nie mam ubezpieczenia ;].
3.10.2018r.
Jakiś miesiąc wcześniej byłam w moim dotychczasowym banku zapytać o to kiedy najlepiej mam zrezygnować z konta by mi się jakieś opłaty dodatkowe nie naliczyły. Wyszło, że powinnam to zrobić przed 9.10. tylko szkoda, że babeczka wtedy nie powiedziała mi, że powinnam najpierw zrezygnować telefonicznie z ubezpieczenia, które wykupiłam w banku 3 lata temu. Tak więc w środę gdy poszłam do banku i chciałam zamknąć konto to siedziałam godzinę, a inna już babeczka dwoiła się jak zamknąć mi ubezpieczenie by zamknąć mi konto - nie udało się. Nie miała jakiegoś hasła. dostałam dwa numery na infolinie ubezpieczeń banku oraz na infolinię ubezpieczenia. Zadzwoniłam na infolinię ubezpieczeń banku wyżyłam się dość mocno na babeczce bo chciała znowu odbijać piłeczkę, że to nie u nich jestem ubezpieczona a mi już żyłka pulsowała no bo kupiłam ubezpieczenie z banku i gdy dzwonię w miejsce ubezpieczeń banku babka mówi, że to nie u nich!? nosz cholera jasna. Kazałam jej podać nr na infolinie banku po czym się rozłączyłam. Zadzwoniłam jeszcze na infolinię ubezpieczyciela ale okazało się że pracują do 17, a  była 17.30 ehhh. Dzwonię więc na nowo zdobyty numer i tłumaczę wszystko gościowi z infolinii - serio nie minęło 5 minut i miałam zamknięte ubezpieczenie, które blokowało mi zamkniecie konta.... 5 cholernych minut.... Oddychaj... wróciłam do baku jednak okazało się, że w systemie jeszcze widnieje, stwierdziłam, że skoro ubezpieczenie naliczało mi się 5 dnia miesiąca to pójdę 5 dnia miesiąca i wtedy się wszystko okaże. Jak zaplanowałam tak zrobiłam - dotarłam i tak!! ubezpieczenie już nie blokowało więc udało mi się zamknąć konto! Nigdy więcej ubezpieczeń połączonych z rachunkiem bankowym! W tym dniu też jak jechałam do banku (ile razy padło to słowo w tym akapicie wolę nie liczyć :D) do mojej skrzynki pocztowej przyszła karta płatnicza z mojego nowego banku :D. Jest piękna! zielona przezroczysta <3. Żałuję tylko, że IdeaBank jest zacofany jeśli chodzi o płatności BLIK oraz telefonem ale coś za coś widocznie. Będę też na bieżąco śledziła oferty bankowe, bo może trafi się coś lepszego? Fajnie by było :).
6.10.2018r.
Miałam dzisiaj jechać na cmentarz, za późno ogarnęłam życia i nie pojechałam. Ale jutro muszę! Nie ma innej opcji! Trzeba się zabrać do roboty bo coraz więcej rzeczy mi się kumuluje...

piątek, 14 września 2018

I try to make the worst seem better...

Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!
Tym zdaniem mogłabym zakończyć, ale nie. Ja to muszę z siebie wyrzucić!
Oficjalnie dziś skończyłam studia! Jeszcze oczywiście została obrona ale zacznijmy od początku. Po poniedziałkowym telefonie z dziekanatu miałam niezłego stresa. Jednak udało mi się po wizycie u dentysty, u którego notabene zostawiłam 600zł!!!!, dodzwonić do mojej promotor i jej drżącym głosem wszystko opowiedzieć. Jakoś jej słowa trochę mnie uspokoiły. Miała pogadać z dziekan a ja miałam porozmawiać z konsultantami :) I tak jak zadzwoniłam tak się z nimi umówiłam na środę. Po spotkaniu z nimi dostałam 5 i 4,5 - serio liczyłam, że dadzą 4 ale jakby się upierali przy 3 to też bym nie płakała - w końcu od tego zależało czy nie będę musiała powtarzać semestru! :). Po spotkaniach udało mi się jeszcze dorwać moją kochaną Panią recenzentkę Jadzię no cud nie kobieta :D. Później wybrałam się do banku by założyć nowe 'konto idealne' <- nie wiem czemu ale mnie bawi ta nazwa, myślałam, że tam jajko zniosę bo tak niekompetentnego personelu dawno nie widziałam. ale po 2 godzinach i rozładowanym telefonie udało mi się je założyć! Uf...
Będąc jeszcze w temacie środy rano po nieprzespanej nocy gdy  wróciłam spod prysznica nad moim nieużywanym łóżkiem znalazłam przyczepionego nietoperza:

Kraków, Polska 2018
Słodziaka więc zamknęłam na cały dzień w pokoju, żeby przespał dzień, a wieczorem gdy już się zrobiło ciemno pogasiłam wszystkie światła, otworzyłam balkon i czekałam aż się obudzi - serio trochę to zajęło szczególnie, że On lub Ona szykował(a) się na randkę bo przecież po co opuścić czyjeś mieszkanie od razu - najpierw trzeba się wymyć. No i tak po skończonej toalecie zrobił dwa kółka od ściany nad drzwiami balkonowymi pod drzwi do pokoju i przy trzecim podejściu wyleciał nie obracając się za siebie :). Tak więc środa minęła mi pełna wrażeń :D. Gdy już usnęłam to ledwo się w Czwartek obudziłam po 9 co nie było mi w smak bo na 10.30 byłam umówiona na uczelni by zebrać resztę podpisów :D. Jednak lekko spóźniona dojechałam, załatwiłam co miałam załatwić, pojechałam do dziekanatu złożyć papiery i tu wracamy do początku tego wpisu - oficjalnie dziś skończyłam studia! :) Teraz tylko ukończyć dyplom i się obronić - muszę się spiąć i zdążyć przed listopadem bo prawdopodobnie wtedy zrobią ludziom takim jak ja dodatkowy termin. Będzie ciężko ale muszę dać radę!

Muszę też się wybrać do szpitala uniwersyteckiego by zapytać czy moje skierowanie jest aktualne bo niestety odnowił mi się problem z moją miesiączką i przy takim obrocie sprawy niedługo wykrwawię się na śmierć. Mam nadzieję, że uda mi się to zrobić jutro, a w zasadzie dzisiaj bo kiedy to piszę jest już trochę po północy.

poniedziałek, 10 września 2018

I wish that I could disappear...

No i się porobiło...
Zadzwoniła dziś babeczka z dziekanatu, że nie mam ocen wpisanych i grozi mi powtarzanie semestru! Oczywiście łączyłoby się to z sporymi kosztami ale najgorzej byłoby to wytłumaczyć rodzicom... W sumie nie miałabym nic na swoje usprawiedliwienie. Pewnie rzuciłabym studia, poszła do pracy zarobiła na nie i dopiero powróciła bo moja duma by inaczej na to nie pozwoliła ale to też miałoby najważniejszą konsekwencję - z wyjazdu do Japonii nici... W każdym razie zadzwoniłam dziś do promotor i do prowadzących, którzy mają mi te oceny wystawić i teraz wszystko zależy od dziekan. Bo reszta jest skłonna mi dać kredyt zaufania i mi te oceny wpisać przy braku skończonej pracy. Niestety moja promotor się nie dała rady dodzwonić do niej a termin wysyłania prac był do dzisiaj więc to zrodziło tylko kolejne problemy. Aż mi się w żołądku przewraca. Jednakże ma to jeden plus - zaczęłam wrysowywać inwentaryzację do CADa :D. Więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Pierwszy raz od w sumie nie pamiętam kiedy musiałam odwołać spotkanie i to z moją drogą Aną. Jednak wytłumaczyłam jej sytuację i mam nadzieję, że nie ma mi tego bardzo za złe. Na prawdę zależało mi na tym spotkaniu jednak cóż, trzeba pocisnąć chociaż trochę by ten kredyt zaufania mógł się na czymkolwiek oprzeć.

Wracam do pracy. Bo to będą intensywniejszych 36 godzin w moim życiu.


Rockanje, Holandia 2017

It's time that I realize...

Przewaliłam weekend na nic nie robienie <3
Odbije mi się to czkawką ale co tam :D Kupiłam za 8 zł tego Minecrafta dla Windowsa 10. I w sumie na prawdę fajnie się na to traci czas. Raczej wątpię, że będę miała potrzebę zainwestowania w przyszłości w wersję java bo ta jest wystarczająca i zawsze 90zł w kieszeni zostaje :D. Próbowałam zdobyć ostatnie osiągnięcie w Stardew Valley ale za nic w świecie nie chcą mi wypaść jeszcze 3 przedmioty potrzebne do muzeum :( Mimo przegranych 340 godzin!!!! Więc zaczynam już przez to lato roku 5 :D. 
W piątek odwiedziła mnie mama z moją sunią. Niestety Koza musiała zostać w mieszkaniu bo z mamą wybrałyśmy się na zakupy i zeszło nam pół dnia na nich.  
Jutro idę do dentysty będą mi zakładać Onley na moją martwą dolną siódemkę. Ciekawe jak to z tym będzie hmmm.... 
We wtorek widzę się z Aną na jakieś pogaduchy ale najgorsze czeka mnie w środę - spotkanie z promotorką i rozmowa jakie konsekwencje przyniesie fakt, że nie bronię się we wrześniu :(. Boję się tej rozmowy na tyle, że jak o niej myślę dopadają mnie mdłości....


Heenvliet, Holandia 2017
 



sobota, 1 września 2018

And that's how it works...

Kiedyś musiało to nastąpić i to ponownie. Hmm, który to raz z rzędu? Sama nie wiem, ale może tym razem ostatni?
Jeśli kiedykolwiek ktoś to przeczyta to chciałabym Cię drogi gościu przeprosić i uprzedzić ;) Nie będzie tu nic spektakularnego ani nic wartościowego w co można by się wgłębić. Nie jestem urodzoną pisarką w sumie w szkole język polski był jednym z moich znienawidzonych przedmiotów - wyprzedzały go tylko WOS i historia (dlatego przepraszam za wszystkie błędy). Jak można się łatwo można domyślić chociaż mylnie mój umysł jest ścisły jednak i pod tym względem wypaczony - moim życiem tylko matematyka :) Chemia jeszcze uszła ale fizyka brrrr.... Najgorzej wspominam ten przedmiot z gimnazjum bo będąc w szkole średniej trafiła mi się bardzo wyrozumiała nauczycielka.

Co ja tutaj robię?

No właśnie co ja tutaj robię? Jestem w takim momencie swojego życia, że sama nie wiem. Powinnam robić pracę magisterską ale totalnie brakuje mi motywacji do tego. Moja promotorka chyba mnie zastrzeli bo szanse, że obronię się we wrześniu są równe 0. Zamiast tego całymi dniami 26-letnia ja ogląda jutuba i anime... W którym momencie mojego życia popełniłam błąd!? Haha, żartuję - obie rzeczy sprawiają mi radość, a podchodzę do tego tak, że w życiu chodzi właśnie o to by nie żałować rzeczy, które są miłe i które dają nam przyjemność. Lubię więc zasiąść przed komputerem z lampką czerwonego wytrawnego lub półwytrawnego wina, poskubać słonecznik i obejrzeć dobrą bajkę i serio totalnie się tego nie wstydzę, chociaż gdzieś wewnątrz mnie słyszę taki cichutki głosik, że powinnam. W końcu mam 26 lat, nie mam faceta, nie skończyłam studiów, nie mam pracy... Matko powiedzenie tego na głos brzmi gorzej niż jest w rzeczywistości. Moje życie jest w takim momencie, że serio najgorszym jego aspektem z wyżej wymienionych jest to, że magisterka idzie mi tak ślamazarnie, że szok!

Założyłam tego bloga czując potrzebę wygadania się samej sobie. Tak - mogłam to zrobić w formie pisanej ale na kompie jest szybciej, a ja nie lubię mojego pisma i to w sumie tyle. Tak więc moje posty będą pisane tak bardziej do siebie chociaż, pewnie będę się czasami zwracać jak do kogoś bo niektóre kwestie łatwiej powiedzieć do TY niż do JA.


Heenvliet, Holandia 2017