Trochę się działo więc po kolei to co pamiętam zaraz tu opiszę.
Najpierw kwestia Szpitala Uniwersyteckiego, poszłam oczywiście pokręciłam się w niepotrzebnych miejscach, postałam w złej kolejce ale udało mi się trafić w miejsce gdzie powinnam. Skierowanie okazało się być aktualne więc super. Jednakże termin wizyty przypadł mi dopiero na 26-29 listopada. Przy rejestracji całkowicie nieświadomie okazało się, że podałam złe dane jeśli chodzi o ubezpieczenie bo okazuje się, że od kilku miesięcy a konkretnie od dnia moich 26 urodzin!!!!!! chodzę nieubezpieczona! Niestety, a może i stety dowiedziałam się o tym dnia 25 września kiedy poszłam do lekarza po zwolnienie na czas obrony magisterskiej, które notabene okazało mi się niepotrzebne przez wzgląd na obronę w lutym :D. Jednak zacznijmy od tego jak to się odbyło bo był to w sumie jeden z najgorszych dni mojego życia.
23.09.2018r.
Opowieść pozwolę sobie zacząć już tego dnia, gdyż na prośbę mamy pojechałam do rodzinnego domu. Miała przyjechać do nas moja kuzynka, by mama zawiozła ją do Jędrzejowskiego szpitala na tomografię głowy.
24.09.2018r.
Rano wyjechałyśmy na badania. Gdy przyszłyśmy pod rejestrację nikogo nie było, siostra weszła i w sumie dość długo ją tam trzymali - na tyle, że zrobiła się tak długa kolejka (w ciągu dosłownie chwili :D), że jak w końcu wylazła z tego pokoju myślałam, że się popłaczę widząc jej minę ogarniającą co to za tłum :D. W pewnym momencie gdy oczekiwałyśmy aż wezwą ją na badania poszła do łazienki - i tak jest to istotne dla tej opowieści gdyż, w tym momencie starszy super śmierdzący Pan siedzący obok mnie zapytał czy to moja córka!!! CÓRKA!?!?!?!?!?! Przecież jestem tylko 4 lata starsza od niej! :D Pojechał mi do granic możliwości i tłumaczył się, że takie podobne jesteśmy.... No w końcu jej mama i moja to siostry więc może w jakimś stopniu odziedziczyłyśmy urodzę po wspólnych dziadkach chociaż nie wydaje mi się :D. Na szczęście na zdjęciu nic nie miała ale z drugiej strony nadal nie wiadomo dlaczego nagle lekko ogłuchła na jedno ucho.
Po badaniu poszłyśmy do muzeum zegarów słonecznych, które właśnie w Jędrzejowie się znajduje. Pełna nazwa tego miejsca brzmi: Państwowe Muzeum im. Przypkowskich w Jędrzejowie i szczyci się:
Szczerze polecam zajrzeć gdy się będzie w okolicy i lubi się takie ciekawostki. Samo muzeum nie jest jakieś duże ale Pani, która nas oprowadzała robiła to w sposób bardzo przyjemny :).
Wieczorem gdy odwoziłam kuzynkę na busa, którym miała wrócić do domu złamałam paznokieć i pewnie normalnie bym się tym nie przejęła ale w sobotę miałam iść na wesele - to sprawiło mi smutek bo musiałam paznokcie skrócić na totalne pałki :(.
25.09.2018r.
No i wracamy do tego felernego dnia jakbym był ten wtorek. Najpierw musiałam wstać rano, a trzeba sprawę jasno postawić jestem zagorzałym nocnym marskiej i wstawanie skoro świt i to dwa dni z rzędu sprawia mi wręcz ból! Dlaczego więc tak wstawałam rano? Bo moja matula miała w Sędziszowie jakieś badania o 9.00 więc chcąc iść do lekarza jeszcze tego dnia musiałam się zgodzić jechać na pociąg do Krakowa na 8.20. Gdy jechałyśmy byłyśmy pewne, że jednak nie zdążymy bo za późno z domu wyjechałyśmy ale udało mi się dobiec - konduktor mnie widział więc pewnie przytrzymał maszynistę zanim nie wsiadłam. Wbiegłam więc zdyszana do pociągu bo by dostać się na peron w Sędziszowie trzeba pokonać dość wysokie schody i gdy ja dochodziłam do stanu używalności by móc wykrzesać z siebie chociaż jedno słowo konduktor wszedł do maszynisty. Zostawiłam rzeczy, próbowałam tam zajrzeć ale zawsze żyłam w przekonaniu, że nie wolno tam wchodzić i przeszkadzać więc tego nie zrobiłam, stwierdziłam, że znajdę sobie miejsce i jak będzie szedł sprawdzać bilety to wtedy kupię. Jednak gdy tylko usiadłam nagle mnie oświeciło! Przecież wczoraj byłyśmy w muzeum! wszystkie papierkowe pieniądze oddałam mamie!!! Adrenalina skoczyła niemiłosiernie w końcu jechałam bez pieniędzy! Wiedziałam, że mam jakiś bilon ale byłam pewna, że nie stać mnie na bilet do Krakowa za 11zł! Zaczęłam gorączkowo więc wchodzić na różne odnogi stron gdzie można kupić bilet PKP by kupić bilet np od Miechowa do Krakowa przez neta, a na trasę z Sędziszowa do Miechowa wiedziałam, że powinno mnie być stać. Jednak wszędzie wyskakiwała mi informacja, że połączenie już odjechało!? W ogóle tego wtedy nie rozumiałam bo człowiek w stresie popełnia głupie błędy. Moim było uporczywa chęć kupienia biletu na wcześniejszych pociąg. Teraz mnie to bawi ale nie w tamtym momencie! Szczególnie, że właśnie szedł konduktor sprawdzać bilety... No i wiedziałam, że jest po mnie! Przyszedł kazał pokazać bilet mówię, że nie mam że chcę kupić, wygrzebałam portfel i liczę ile mam. Z portfela wyjęłam 7zł i pytam gdzie dojadę na te 7zł bo okazało się, że pieniędzy nie mam i że próbuję kupić przez aplikacje ale coś nie działa. I że właśnie chcę kupić u niego na część podróży, a kolejną część kupię przez neta. Gościu popatrzył na mnie jak na idiotkę i donośnym głosem tak by wszyscy słyszeli mówi, że jazda bez ważnego biletu to 200zł!! kary i że on mnie widział jak wbiegłam do pociągu i w ogóle bla bla bla. Myślałam, że się popłaczę. Czułam ten wzrok ludzi wokół mnie i jak nagle cicho się zrobiło bo wszyscy podsłuchiwali. No i znowu mu mówię, że chciałam kupić ten bilet że tam zaglądałam do niego ale on siedział u maszynisty i nie chciałam tam wchodzić bo przecież niewolno! Chyba wytrąciłam go wtedy z pantałyku bo zapowietrzył się i mówił, że jak po bilety to wolno! Jasne. Co konduktor to inne zwyczaje. W każdym razie pyta się gdzie chcę dojechać ja mu mówię, że do Krakowa ale nie stać mnie, nie wiem co mnie podkusiło ale zajrzałam do portfela a tam jeszcze 3 zł!!, miałam więc łącznie 10zł ale to nadal za mało na dojazd z Sędziszowa do Krakowa o całą złotówkę. Pewnie gdyby się konduktor nade mną jednak nie zlitował zaczęłabym błagać ludzi w okół by mi dali tą złotówkę. Skończyło się tak, że zapłaciłam 9 zł bo policzył mi jazdę od następnej stacji. Jednakże, to półtorej godziny jazdy sprawiło, że była to najdłuższa droga w moim życiu. Nie ułatwiał mi sprawy fakt, że było mi gorąco ze wstydu jak i za mocno włączone ogrzewanie. W Krakowie wysiadłam ledwo żywa.
Jednak to nie był koniec tego dnia. Niestety. Wracamy do lekarza. Poszłam na umówioną godzinę do przychodni, babeczka w recepcji pyta na głos czy ja to ja, mówię, że tak w miedzy czasie lekarz wychyla się i zdziwiony twierdzi, że myślał, że moje nazwisko to moje imię, a moje imię to nazwisko bo moim nazwiskiem jest imię męskie :D. Podchodzę więc do rejestracji a tam babeczka, że wyskakuje im na czerwono i pyta czy jestem ubezpieczona bo im się pokazuje, że nie. Ja wywalam gały z niedowierzania i mówię, że to niemożliwe. Ale później mi świta. Mam 26 lat - czyli cholera wszystko jest możliwe. Serio! 26 rok życia jest najgorszym w życiu -.-'. Lekarz mnie jednak przyjął (czekam aż przyjdzie mi rachunek za wizytę eh...) proszę go o zwolnienie na ten dzień i kolejny z powodu złego samopoczucia. Wyciąga jakąś śmiesznie wyglądającą książeczkę wypisuje wszystkie dane w ciszy takiej że słychać muchę lecącą... Nagle mówi proszę NIP. Patrzę na niego jakby nagle wyrósł spod ziemi i mówię, że nie mam NIP-u... na to pyta mnie to jak ma mi wypisać L4? ja jeszcze w większym szoku niż wcześniej mówię, że ja to na uczelnie potrzebuję zwolnienie z zajęć... Widać, żeśmy się nie dogadali. Mi jeszcze bardziej robi się głupio, ten dzień jest już i tak wystarczająco zły... Lekarz z wyrzutem wyjaśnił różnicę między zwolnieniem a zaświadczeniem, wypisał go i poszłam chociaż mam nadzieję, że więcej już go nie spotkam...
Po powrocie dzwonię do mamy i pytam co z tym ubezpieczeniem i tu zaczęła się moja przygoda z urzędami, która skończy się dopiero w tym tygodniu...
Mama zadzwoniła do kadr do pracy taty i tam jej powiedzieli, że powinnam iść na uczelnie i ona powinna mnie ubezpieczyć. No nic ten dzień się już kończył więc więcej się nie dało już nic zrobić.
26.09.2018r.
W środę dziekanat jest zamknięty dla uczniów... Ta...
27.09.2018r.
Dzwonię do dziekanatu i próbuję się czegoś dowiedzieć. Dostaję numer pod który mam dzwonić bo to nie ta Babeczka załatwia ubezpieczenia. Dzwonię prawie cały dzień i nikt nie odbiera.
Wieczorem idę się spotkać z kolejną kuzynką bo w sobotę wyjeżdżała na dwa lata do Włoch. Poszłam poplotkowałyśmy, wcisnęła mi kilka rzeczy, odwiozła mnie do domu. Było spoko.
28.09.2018r.
Jak tylko wstałam zadzwoniłam do tej babki i o dziwo odebrała od razu, powiedziała mi jakie mam papiery przynieść więc je wypisałam wydrukowałam i pojechałam na Podchorążych do dziekanatu. Pierwszy zonk remont ulicy w duchu modlę się by zdążyć dotrzeć zanim zamkną dziekanat. Drugi zonk pytam o kilka rzeczy jakie powinnam tam uzupełnić bo nie wiem - niby skąd miałam wiedzieć wcześniej że NFZ zależy od miejsca zameldowania? Takich rzeczy niestety nigdzie się nie uczy. I ostatni 3 zonk najgorszy, uzupełniłam wszystko składam jej papiery, a Ona do mnie, że w sumie to bez sensu bo mnie w Niedziele wykreślają z listy studentów (co w sumie nie było prawdą). Pytam co mam zrobić bo przecież cholera nie mam ubezpieczenia a w sobotę wyjeżdżam na wesele a jak sobie nogę złamię!? Grr no nic wyszłam z kwitkiem. Trzeba było wszystko odłożyć do poniedziałku bo w weekend i tak nic się nie załatwi.
29.09.2018r.
Dzień ślubu Anety, koleżanki ze studiów - trzymałyśmy się przez te 5 lat razem ja, Ana i Aneta.
Prezent dosłownie skończyłam robić i pakować w noc wcześniej. Rano wstałam wyszykowałam się i ruszyłam w drogę do mieszkania Any bo jej teść miał nas zawieźć na miejsce ślubu. Nie mam do niej bezpośredniego dojazdu, tylko muszę się przesiąść na Dobrego Pasterza. Stoję na przystanku, czekam na autobus, dzwoni Ana zapytać czy już jestem w drodze, rozmawiałyśmy dosłownie chwilę, rozłączyła się, a ja zapomniałam zapytać, które to było piętro bo mam jak zwykle z tym straszny problem. Zadzwoniłam więc i gdy o to zapytałam podszedł typowy moher i drze ryja, że trochę szacunku, że ona już stara, że sobie nie życzy bym rozmawiała przez telefon i inne moherowe dyrdymały, totalnie ją olałam, próbując usłyszeć odpowiedzieć. Jednak w sumie za chwilę zapomniałam co mi Ana odpowiedziała xD. Gdy rozłączyłyśmy się skomentowałam, jakoś tą sytuację, w sumie nie pamiętam dokładnie jak ale coś w stylu, że to ten babsztyl jest niewychowany. Usłyszał to dziadek obok mnie i zaczął swoją tyradę jak młodzi to źli i głupi... Tamten babsztyl wrócił i ciągle na mnie zerkała morderczym wzrokiem, za każdym razem łapałam ten wzrok i bezczelnie się w nią patrzyłam lekceważącym spojrzeniem - niech se nie myśli! a co!. Wkurzają mnie tacy ludzie, nie przeszkadzało jej to jak te stare dziady napieprzają na głos ale jak ja gadałam przez telefon to owszem. Bo przecież do starych się nie przywali, a do młodej toż to sens jej życia!
Starałam się olać tą sytuację by nie denerwować się i nie psuć nastroju przez ślubem i weselem :).
Ślub nie powiem, że nie ale dłużył mi się dość mocno. Jednak życzenia składane Anecie były już całkiem fajne :). Na szczęście też tego dnia pogoda się udała :).
Na miejsce Wesela, które odbywało się w Wieliczce zawiózł nas autobus MPK :D Śmiechowo i to bardzo :D.
Wesele było fajne, ale chodzenie na takie imprezy bez osoby towarzyszącej jest dość dołujące. Jedynymi osobami, z którymi tańczyłam było kilka tańców z Aną i jeden z jej mężem xD. W oczepinach nie brałam udział bo po tych z wesela Anki wystarczy mi do końca życia -.-'. Z Wesela zabrał nas znowu teść Any więc nie musiałam bujać się nocną komunikacją miejską uff.
![]() |
| Wesele Anety, Wieliczka, Polska 2018 |
Moja mama w niedziele powiedziała, że przyjedzie do mnie w poniedziałek zameldować mnie w mieszkaniu, które kupiliśmy 5 lat temu bo okazuje się, że żeby zarejestrować się jako bezrobotna by otrzymać to ubezpieczenie muszę iść do urzędu w miejscu zameldowania. Dlatego właśnie trzeba było mnie przemeldować do Krakowa. Z perspektywy czasu żałuję, że wcześniej tego nie zrobiłam.
Trochę żeśmy się nasiedziały w urzędzie - przed nami w kolejce było 65 osób!!! Jednak mogę oficjalnie nazywać się od tego dnia mieszkanką Krakowa! :)
Pojechałyśmy następnie na drugi koniec miasta do Urzędu Pracy po to bym dostała karteczkę z terminem kiedy mam przyjść - czyli 9.10. Eh co to za terminy!?
Tak więc dalej nie mam ubezpieczenia ;].
3.10.2018r.
Jakiś miesiąc wcześniej byłam w moim dotychczasowym banku zapytać o to kiedy najlepiej mam zrezygnować z konta by mi się jakieś opłaty dodatkowe nie naliczyły. Wyszło, że powinnam to zrobić przed 9.10. tylko szkoda, że babeczka wtedy nie powiedziała mi, że powinnam najpierw zrezygnować telefonicznie z ubezpieczenia, które wykupiłam w banku 3 lata temu. Tak więc w środę gdy poszłam do banku i chciałam zamknąć konto to siedziałam godzinę, a inna już babeczka dwoiła się jak zamknąć mi ubezpieczenie by zamknąć mi konto - nie udało się. Nie miała jakiegoś hasła. dostałam dwa numery na infolinie ubezpieczeń banku oraz na infolinię ubezpieczenia. Zadzwoniłam na infolinię ubezpieczeń banku wyżyłam się dość mocno na babeczce bo chciała znowu odbijać piłeczkę, że to nie u nich jestem ubezpieczona a mi już żyłka pulsowała no bo kupiłam ubezpieczenie z banku i gdy dzwonię w miejsce ubezpieczeń banku babka mówi, że to nie u nich!? nosz cholera jasna. Kazałam jej podać nr na infolinie banku po czym się rozłączyłam. Zadzwoniłam jeszcze na infolinię ubezpieczyciela ale okazało się że pracują do 17, a była 17.30 ehhh. Dzwonię więc na nowo zdobyty numer i tłumaczę wszystko gościowi z infolinii - serio nie minęło 5 minut i miałam zamknięte ubezpieczenie, które blokowało mi zamkniecie konta.... 5 cholernych minut.... Oddychaj... wróciłam do baku jednak okazało się, że w systemie jeszcze widnieje, stwierdziłam, że skoro ubezpieczenie naliczało mi się 5 dnia miesiąca to pójdę 5 dnia miesiąca i wtedy się wszystko okaże. Jak zaplanowałam tak zrobiłam - dotarłam i tak!! ubezpieczenie już nie blokowało więc udało mi się zamknąć konto! Nigdy więcej ubezpieczeń połączonych z rachunkiem bankowym! W tym dniu też jak jechałam do banku (ile razy padło to słowo w tym akapicie wolę nie liczyć :D) do mojej skrzynki pocztowej przyszła karta płatnicza z mojego nowego banku :D. Jest piękna! zielona przezroczysta <3. Żałuję tylko, że IdeaBank jest zacofany jeśli chodzi o płatności BLIK oraz telefonem ale coś za coś widocznie. Będę też na bieżąco śledziła oferty bankowe, bo może trafi się coś lepszego? Fajnie by było :).
6.10.2018r.
Miałam dzisiaj jechać na cmentarz, za późno ogarnęłam życia i nie pojechałam. Ale jutro muszę! Nie ma innej opcji! Trzeba się zabrać do roboty bo coraz więcej rzeczy mi się kumuluje...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz