poniedziałek, 10 września 2018

I wish that I could disappear...

No i się porobiło...
Zadzwoniła dziś babeczka z dziekanatu, że nie mam ocen wpisanych i grozi mi powtarzanie semestru! Oczywiście łączyłoby się to z sporymi kosztami ale najgorzej byłoby to wytłumaczyć rodzicom... W sumie nie miałabym nic na swoje usprawiedliwienie. Pewnie rzuciłabym studia, poszła do pracy zarobiła na nie i dopiero powróciła bo moja duma by inaczej na to nie pozwoliła ale to też miałoby najważniejszą konsekwencję - z wyjazdu do Japonii nici... W każdym razie zadzwoniłam dziś do promotor i do prowadzących, którzy mają mi te oceny wystawić i teraz wszystko zależy od dziekan. Bo reszta jest skłonna mi dać kredyt zaufania i mi te oceny wpisać przy braku skończonej pracy. Niestety moja promotor się nie dała rady dodzwonić do niej a termin wysyłania prac był do dzisiaj więc to zrodziło tylko kolejne problemy. Aż mi się w żołądku przewraca. Jednakże ma to jeden plus - zaczęłam wrysowywać inwentaryzację do CADa :D. Więc nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło.

Pierwszy raz od w sumie nie pamiętam kiedy musiałam odwołać spotkanie i to z moją drogą Aną. Jednak wytłumaczyłam jej sytuację i mam nadzieję, że nie ma mi tego bardzo za złe. Na prawdę zależało mi na tym spotkaniu jednak cóż, trzeba pocisnąć chociaż trochę by ten kredyt zaufania mógł się na czymkolwiek oprzeć.

Wracam do pracy. Bo to będą intensywniejszych 36 godzin w moim życiu.


Rockanje, Holandia 2017

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz